Znam takie miejsce,
gdzie nie wschodzi słońce,
gdzie wciąż pada deszcz,
gdzie mgła wszystko pokrywa
i gdzie gwiazdy boją się świecić.
Nie śmiej się!
Gdzie nie palą się lampy uliczne,
gdzie w piekarniach nie piecze się chleba
i zamiast niego podaje się kamień.
Nie ma tam miejsca na prawdę,
ucieka ona, jak zbrodniarz między drzewami.
Nie śmiej się!
Świat ludzi z atomów,
utopionych w kałuży obojętności,
zastygłych w odruchu ataku,
porwanych przez czarny huragan,
przyjaciół bierności.
Nie śmiej się!
Gdzie ważnie jest tylko to, co na wierzchu,
gdzie forma przewyższa treść,
gdzie wielkie słowa nie mają znaczenia,
bo uszy są zbyt małe
i gdzie nosi się ciemne okulary.
Nie śmiej się!
Gdzie każdy, kto z pochodnią idzie
jest niszczony,
zbyt mocno w oczy razi...
Gdzie nie ma miejsca na sens.
Gdzie rządzi papier i przeklęta ciecz.
Nie śmiej się!
Pytasz, czy wszyscy?
Nie. Lecz mało jest nie.
I nie ci, których byś się spodziewał.
To nie przesada, tylko
niepospolity obiektywizm.
Czemuż się śmiejesz?
To nie jest bajka.
To miejsce naprawdę istnieje.
Niedaleko, całkiem blisko.
Na tej pięknej ziemi
zabito mojego przyjaciela...
sobota, 20 października 2007
NIE ŚMIEJ SIĘ!
poniedziałek, 24 września 2007
Nieludzkie spojrzenie człowieka...?
śp. br. Tymoteusz Durkacz (1972-2007)
Do zobaczenia po drugiej stronie życia!
sobota, 25 sierpnia 2007
DWAJ PRZYJACIELE
fioletowe drzewo
słodkim cieniem
zasłania znużone oczy
uparte promienie
przebijają się przez zielony dach
słońce długimi rękami sięga
po uciekające wciąż myśli
drzewo wyciągnęło ramiona
nad starym płotem
zmęczone
ciężarem dojrzałych owoców
spadających
na spaloną słońcem drogę
kiedyś zostawiłeś na niej swój ślad
i nie wiedziałeś że tak blisko dom mój
nie wiedziałeś że to ja
znamy się tak dobrze
nie wiedząc nic o sobie
utkani z jednego światła
świat wysłał list gończy za nami
nikt już nie rozumie przyjaźni
ducha
wiem
gdzie teraz jesteś
tam daleko
siedzisz nad stawem
otoczony blaskiem złotych promieni
odbijanych przez pomarszczoną taflę
topisz smutki w ciemnozielonej głębi
nie umiejąc płakać
wzdychasz w rytm wiatru
i szeleszczących listków
poruszonych muśnięciem sierpniowego wiatru
pozwól
pozwól mu by uniósł stare myśli
choć nie wierzysz już
że ktoś drgnie pod ich dotykiem
usłyszy nieme wołanie
suchy płacz
że ktoś zrozumie
wiem
najcięższe są pierwsze rocznice
bólu
tam daleko
nad stawem przy kopalni
obok drewnianej ławeczki
napisałam węglem na ziemi
moje imię
nie jestem snem
tam daleko
za górami
siedzę pod fioletowym drzewem
wiem
rozumiem
wciąż pamiętam
środa, 15 sierpnia 2007
OSTATNIE SPOTKANIE
miał wtedy bezgranicznie głębokie 
spojrzenie
wzrok który widzę w snach
źrenice zatopione w powodzi smutku
błagające
nie o litość
nie o zemstę
o zrozumienie
to nie oczy
to krwawe brzemię
ból na wylot przeszywający duszę
nie odezwał się
usta ma jeszcze zlepione
idzie dobrze znaną drogą
wchodzi na najwyższy szczyt
lecz nikt go nie widzi
nie mogliśmy zamknąć szlaku
czy opowiem o tym
gdy zagrasz mi na harfie
a teraz muszę pozostawić prawdę
w jaskini moich myśli
wtorek, 14 sierpnia 2007
MOJE BIERZMOWANIE
Bez serc, bez myśli,
ludzie posągi,
świat rzeźbiony z kamienia.
Flagą papier i atrament,
hymnem głuchy odgłos stali,
celem puste piękno.
Bez słów, bez uczuć.
Zaprogramowani.
I gdy rozległ się dźwięk trąb,
nie słyszeli.
Nie znali muzyki.
Gdy pytanie zadawano
nie odpowiedzieli.
Nie umieli mówić.
Gdy stał ze Swymi promieniami,
nie rozpoznali Go.
Nie wiedzieli Kim jest?
Bez radości.
Kamień na kamieniu.
Zabrakło dobrego rzeźbiarza.
A On?
Wciąż pukał.
Ciche łzy spadały na posadzkę.
Tak cicho nikt nie umie płakać.
I ci smutni aniołowie,
przerażeni,
na klęczkach zbierali łzy...
Wśród morza obojętności,
z jasną pochodnią
przez bagno kroczysz człowiecze,
z krwawiącą raną.
Szukasz zrozumienia dla prawdy...