nocne okno jest jak brama
oddziela moją duszę od duszy świata
często je otwieram bo wiedziesz musisz
że choć noc przekleństwem bywa
porzucić nie mogę jej dróg tajemnych
za oknem niebo pogodne
uśmiecha się gwiazdozbiorami
a w otchłani mej duszy
znowu pada deszcz
i księżycowa poduszka mokra wciąż
od świeżych cichych łez
za oknem poranne słońce gasi gwiazdy
śpiew ptaków budzi kwiaty
a w otchłani mej duszy
zmęczenie ugasza smutek
i czyiś Głos kojący pomaga wstać
uśmiechnąć się do nowego dnia
nocne okno jest jak brama
oddziela moją duszę od duszy świata
często je zamykam bo pomyśl sam
na cóż zdałby się światu widok
cichych niemych łez
piątek, 27 czerwca 2008
NOCNE OKNO
środa, 25 czerwca 2008
NIEBIESKI KWIAT
którejś nocy wyrosłaś nagle
bez słońca i wody zakwitłaś kolorami tęczy
byłaś jak cud radosny pośród otchłani rozpaczy
jak najpiękniejszy kwiat w ogrodzie mej duszy
pozwoliłam ci rosnąć
zapuścić korzenie w najskrytszą głębię
miałaś wszystko
słoneczną radość
gwieździstą nadzieję
chłodną rosę z nocnych łez
i żywy deszcz z głębin myśli
w moim ogrodzie
byłaś królowa piękna
nosiłaś koronę z mojego życia
więc powiedz mój kwiecie
dlaczego usychasz
dlaczego umierasz
poezjo
czwartek, 19 czerwca 2008
BEZSENNOŚĆ
Nic bardziej nie kocha słońca
i serce utulone własnym strachem -
bo dla nich pierwszy promień jest jak balsam dla rany,
a drugi jak przypomnienie o jej krwawieniu...
Jeżeli sen zabiera nam połowę życia,
to bezsenność zamiast rekompensować "straty" -
pozostawia nam go tylko tyle,
by wystarczyło na utrzymanie się przy nim...
wtorek, 17 czerwca 2008
sobota, 14 czerwca 2008
CZASEM NIE TRZEBA TYTUŁU
moja poezja
czasem nie lubi być
poezją
trudno jej powstrzymać swe aktorskie tendencje
przebiera się za prozę
układając wykrzywione miny
w schemat wersyfikacyjny
chyba za dużo ćwiczeń
z poetyki
chyba za mało
snu
a może nic
sprawiło -
że siedzi milcząca
skąpana w blasku szarości
w oczekiwaniu na promień słońca
moja poezja
czasem lubi się
obrażać
choć ma się przy mnie tak dobrze
nie więziona w formie sylabicznej
sylabotonicznej
żadnego heksametru
romantycznego trzynastozgłoskowca
średniówki
7 plus 6
jak już to tylko małe eksperymenciki
zupełnie niewinne
bezbolesne
moja poezja
może jest za bardzo
rozpieszczona
a może taka się urodziła
piątek, 6 czerwca 2008
Milcząca Walka
Tamtej nocy męczyły mnie bardzo złe sny. W końcu obudziłem się na dobre, na zegarku dochodziła czwarta. Konrada nie było w namiocie, wyszedłem więc, żeby się rozejrzeć. Znalazłem go niedaleko, siedział na zboczu pod drzewem, skąd rozciągała się szeroka panorama na góry.
- Bezsenność? – moje pytanie zabrzmiało bardziej jak stwierdzenie, gdyż doskonale wiedziałem, że cierpi na to od dziecka. W odpowiedzi kiwnął głową. Zaczęło dopiero świtać, ale dostrzegłem, że pod jego stopami leżał mały, drewniany miecz, który od dawna nosił na szyi. Był przełamany na pół.
- Kono, twój miecz... Już chyba nic z niego nie będzie. Co się z nim stało?
- Nic. Sam go połamałem – odpowiedział spokojnie.
- Ale pamiętam jak długo go robiłeś, był dla ciebie symbolem nieustannej walki dobra ze złem. Zmiana przekonań? – zapytałem trochę zdziwiony.
- Nie, żadna rezygnacja czy zmiana. To tylko modernizacja.
- Z drewnianego na metalowy, czy z mniejszego na większy?
Uśmiechnął się.
- Stary, kiedyś trzeba zmądrzeć. Wyrosnąć z bajek, że wszystko jest białe lub czarne, że zło jest okropną i straszliwą bestią ziejącą ogniem, a dobro przecudnej urody niewiastą, którą trzeba bronić przed potworem i w obronie której oddaje się życie, jak szlachetny rycerz na białym rumaku, z mieczem w dłoni... Na świecie jest tyle szarości, tyle rzeczy miesza się ze sobą, zło tak często bywa ukryte, podszywa się pod dobro mamiąc swoim pięknem. Trzeba wreszcie przestać śnić o podniosłym oddawaniu życia w imię sprawy i dla ludzi. Czy obecny czas nie wymaga raczej, by żyć i życie poświęcić na odnajdywanie drogi w szarościach świata oraz na świadczeniu o prawdziwej bieli i prawdziwym pięknie? Chyba lepiej jest ofiarować ludziom swoje życie, niż swoją śmierć...
Słońce zaczęło ukazywać się zza górskich szczytów. Zapowiadał się piękny dzień.
- Nie wiem, może masz i rację – odparłem – ale proszę, nie miej jej już więcej o tej porze. A tak poza tym, zaczynam się bać co będziesz wygadywał w wieku 60 lat, skoro mając 18 raczysz mnie taką filozofią – zaczęliśmy się śmiać.
- Zawsze pozostaje milczenie. A teraz zbieramy się, bo słońce już za bardzo głowę ci przygrzało.
czwartek, 5 czerwca 2008
poniedziałek, 2 czerwca 2008
W NEGATYWIE
siedziała samotnie
w ciemności gęstej jak mgła
przy Drzewie o Białych Liściach
rzucających jedyny cień światła
pod niebem bez gwiazd
zsunęła się z kolan niedoczytana książka
wiatr targał kartkami wciąż pachnącymi drukiem
aż wypadł z książki zasuszony polny kwiat
symbol nieprzeżytych jeszcze chwil
wspomnień z przyszłości
słusznie ofiarował ludziom czas
dzień dzisiejszy i wczorajszy
całunem milczenia zakrywając jutro
aby mogli oddychać spokojnie we śnie
utuleni nadzieją
słusznie
bo świadomość zabija nadzieję
jak kamień do szyi przywiązany
ciężarem pętlę wokół szyi zaciska
ucząc cenić każdy oddech
lecz promienie słońca rozpraszają mgłę
po nocy znów przychodzi dzień
a ona wstaje biorąc książkę i kwiat
bo trzeba wyjść mu naprzeciw
bo nie czas jeszcze na sen
bo wspomnienia z przyszłości można zmienić